platforma blogowa portalu Gazeta Współczesna

Polak królem na Haiti

W latach 20. XX wieku, na tej małej wysepce leżącej na Oceanie Atlantyckim, wydarzyła się historia zupełnie jak z bajki.

Kraj okupowany był przez wojska USA. Sierżant Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych Ameryki – Faustin Wirkus miał być administratorem wyspy La Gonave. Jego zadaniem było powstrzymanie wewnętrznych sporów między autochtonami.

Syn polskiego górnika, pracującego na kopalni w Dupont w stanie Pensylwania  nie był specjalnie zdolnym uczniem. Ojciec sądził, że pójdzie raczej w jego ślady i rozpocznie karierę w kopalni. Tak się jednak nie stało. Faustin mając 17 lat uciekł  z domu i wstąpił do armii. Służył na Karaibach i Kubie. Nie sądził, że przydzielenie go na Haiti diametralnie odmieni jego życie.

Faustin Wirkus

Faustin Wirkus

Jak już wspomniałem wcześniej, zadaniem Wirkusa było tworzenie sieci posterunków wojskowych i policyjnych. Miały dbać o bezpieczeństwo na wyspie. Martin musiał jednak dogadać się z miejscową ludnością. Jak sam pisze w swojej książce The White King of La Gonave: The True Story of the Sergeant of Marines Who Was Crowned King on a Voodoo Island, kompletnie nie wiedział jak się do tego zabrać.

Książka wydana przez sierżanta

Książka wydana przez sierżanta

W dalszej części swojego bestsellera przekonywał czytelników, że czuł się niezwykle dziwnie, gdy spacerował ulicami Carzal i spotykał mulatki z blond włosami, które miały nazwiska: Dąbrowski czy Kowalski.

W osłupienie wprawiła go pewna sytuacja. Usłyszał bowiem, podczas kłótni tubylców, znajomo brzmiące przekleństwa. To pozostałości po polskich legionistach, którzy w XIX wieku przybyli tutaj, by stłumić rebelię Haitańczyków. Większość z żołnierzy przyłączyła się jednak do miejscowych. Kilkuset nawet osiadło na stałe na wyspie. Ożenili się, byli ojcami, dziadkami. Przekazywali swoją kulturę miejscowym. To dzięki nim haitańska Matka Boska jest niezwykle podobna do naszej Matki Boskiej Częstochowskiej. To dzięki nim w tamtejszej konstytucji znalazł się zapis, że każdy Polak może bez żadnych przeszkód, otrzymać obywatelstwo państwa Haiti ( o ile się nie mylę zapis był aktualny aż do lat 70. XX wieku. Tak więc spora część z nas mogła jeszcze zostać Haitańczykiem ).

Faustin udał się do miejscowej królowej, by uzyskać jej przychylność i tym samym pomóc sobie w pracy. Jakież było jego zdziwienie, gdy ta dostrzegła w nim reinkarnację cesarza Faustyna I i oddała mu pokłon. Ogłoszony został królem wyspy i plemienia Ti Memenne.

Syn polskiego górnika sprawował rządy przez cztery lata. W tym czasie dorobił się pokaźnego haremu. Były w nim również kobiety o bardzo znajomo brzmiących nazwiskach. Maria Korzel i Andrea Rybak.Jako pierwszy biały człowiek dostąpił zaszczytu wtajemniczenia w lokalny obrządek voodoo.

Królem byłby zapewne aż do śmierci, gdyby sprawa nie została nagłośniona w amerykańskich mediach. Sytuację wyjaśniać musiał konsul USA. Faustin został odesłany do Stanów i wyrzucony z wojska.

Nie przejął się za bardzo tą karą. Wydał bestseller opisujący jego życie na wyspie. Ponadto nakręcił film dokumentalny o karaibskich obrzędach voodoo. Został maklerem w Nowym Jorku. Ożenił się.  Gdy wybuchła druga wojna światowa ponownie wstąpił do wojska. Został instruktorem.

Oto przykład prawdziwego american dream. Na zakończenie zacytuje mojego kolegę, który stwierdził, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma… ale gdzie nas nie ma? 🙂

Karol Wasilewski (Misiek)

14 komentarzy do “Polak królem na Haiti”

  1. Misiek i Tosiek napisał(a):

    Książka nie jest wydana ani przetłumaczona na polski. Mało kto o tym wie. Ja znalazłem jej fragmenty w necie.

  2. E. napisał(a):

    Polak potrafi, świetna historia, oby takich więcej.

  3. Anonim napisał(a):

    to prawda. Znam osobiście potomka tego pana.

  4. radandrz napisał(a):

    Do Anonima. Proszę napisz coś więcej o tym potomku np. gdzie teraz mieszka.

  5. radandrz napisał(a):

    Jestem w posiadaniu ksero artykułu z gazety polonijnej w USA z 1972r. „Polak królem na La Gonave”. Otrzymałem je od kuzyna mojej Mamy, który jest marynarzem i często pływa na Haiti. Udało mu się ostatnio zakupić książkę Króla w języku angielskim. Obecnie próbuje on ustalić korzenie Wirkusa. Pragnę nadmienić, że Matka mojej Babci z domu miała na nazwisko Wirkus:)

  6. ola napisał(a):

    http://www.pardon.pl/artykul/10666/polskie_voodoo_na_haiti_smierc_seks_i_czarna_bogini

  7. stachosz napisał(a):

    E. prosił(a)o więcej takich historii więc zapraszam do lektury kolejnej http://www.ciechanowiec.xorg.pl/articles.php?article_id=8

  8. Moniq napisał(a):

    Witam, opowieść o Faustynie Wirkusie jest opowieścią o moim przodku.Ojciec Faustyna Wirkusa był bratem mojej prababci. Opowieść o przodku znam od mojej mamy,zaczęłam „grzebać” za informacjami już parę lat temu i jak widzę, informacji jest coraz więcej, z czego bardzo się cieszę.

  9. radandrz napisał(a):

    Moniq napisz gdzie mieszkała Twoja prababcia.

  10. kaszeb napisał(a):

    Witóm. Wirkus to kaszubskie nazwisko. Obecnie najwięcej Wirkusów mieszka w chojnickim, bytowskim i kościerskim. Być może rodzina Faustyna pochodziła własnie z tych okolic.

  11. Moniq napisał(a):

    radandrz, Ostatnią miejscowością zamieszkaną przez prababcię był Drobin, tam też jest pochowana. Domyślam się, że jesteśmy rodziną.Jak napisałam wcześniej, Faustyn Wirkus jest moim przodkiem. Mam dość sporo wstępnych informacji sięgających do zamierzchłych czasów podróży członków rodziny do Ameryki 🙂 Chętnie porozmawiam via @ : andaluzja0@op.pl

  12. koval napisał(a):

    Wirkus pochodził z Kaszub. Jest to nazwisko Gburów Kaszubskich czyli wolnych chłopów… jestem z nimi spowinowacony przez moją prababcie Marianne Cybulską której siostra wyszła za Wirkusa. pozdrawiam