platforma blogowa portalu Gazeta Współczesna

Przeżyłem już koniec świata. Dwa razy

Przeżyłem już dwa końce świata. Pierwszym straszono w 1999 roku, kolejny miał być gdy wybije północ, 1 stycznia 2000. I co? I nic.

Jakoś latem, w 1999 roku miał być ten pierwszy koniec świata. Pamiętam, że byłem wówczas na obozie. Przypominam sobie, że tego dnia, o godzinie apokalipsy, niebo zrobiło się ciemniejsze. Być może był to tylko wytwór wyobraźni dziecka, któremu wmówiono że świat ma się skończyć.

Na drugi koniec świata czekaliśmy do millenium. Ziemię miała czekać klątwa elektroniczna. Wiele urządzeń w swoich zegarach nie miało wówczas numeracji czterocyfrowej a jedynie dwu. To miało ogłupić komputery, AGD i RTV. I tym razem, jak widać, również nic takiego się nie stało.

To może do trzech razy sztuka? 21 grudnia 2012 mam szansę przeżyć trzeci koniec świata w swoim życiu. Po ostatnich dwóch groźbach czuje się jakoś zniechęcony. Postanowiłem nie odliczać czasu do tej daty. Bardziej niepokoi mnie inny zegar – ten wiszący w Warszawie, zawieszony przez prof. Leszka Balcerowicza.

Skąd się w ogóle bierze te straszenie końcem świata? Służę odpowiedzią: Jest to czysty biznes. Jak zarobić? Receptura jest prosta. Wymyślamy jakąś fajną datę, taką, którą łatwo zapamiętać. Powiedzmy 18 lipca 2016 (moje imieniny). No i puszczamy w internecie liczby 18.07.2016. Dorzucamy do tego jakąś pasującą przepowiednie Nostradamusa (pisał dosyć uniwersalnie), dla sceptyków wymyślamy bzdurne działanie matematyczne, które dowodzi, że koniec świata musi nastąpić właśnie 18.07.2016. Oprócz tego wymyślamy teorię o tym, że właśnie w taki letni, zapewne ciepły dzień, niedaleko Ziemi będzie przelatywać asteroida. No i czas zbierać żniwa. Działa to na takiej samej zasadzie jak książki typu „Jak osiągnąłem sukces”. Wydrukowana, pełna frazesów i ogólników motywujących do działania, tak przepięknie napisana, aż wstyd jej nie mieć w swojej biblioteczce. Tak świetna, że aż człowiek nie pomyśli, że prawdziwy sukces autora, to bogacenie się na sprzedaży tegoż dzieła. Z końcem świata jest tak samo. Napisz książkę albo załóż stronę internetową, gdzie będą reklamy i powiększ własny majątek.

Najczęściej powtarzającym się motywem końca świata jest to, że coś uderzy w Ziemię i wszyscy zginiemy. Ja nie wierzę w taki rozwój wypadków. Na świecie jest 7 miliardów ludzi. Jeżeli sami się nie wybijemy, to raczej nic nam w tym nie pomoże.

Na wszelki wypadek jednak zaplanujcie coś extra przed 21 grudnia 2012. Nawet jak będziecie musieli za to dużo zapłacić, to zostaną przynajmniej wspomnienia.

Kamil Gopaniuk (Tosiek)

2 komentarze do “Przeżyłem już koniec świata. Dwa razy”

  1. aga_ta napisał(a):

    ale żenujący blog… po przeczytaniu tego wpisu, nie będę się pierdolić i powiem to szczerze, nastąpił mój koniec świata!!!

  2. Janek napisał(a):

    Tak,oczywiście koniec! nie świata lecz życia to każda istota żyjąca na tej ziemi ma zapewnione na 100procent!