platforma blogowa portalu Gazeta Współczesna

Pokolenie 1800 zł brutto

Autor tekstu: Karol Wasilewski

Poważny problem zauważyły niedawno ogólnopolskie media. Problem beznadziei polskiego studenta i absolwenta. Problem młodego człowieka, któremu przez całe życie wpaja się, że po studiach będzie panem, będzie miał świetną i wymarzoną pracę, a później ściera się z szarą rzeczywistością polskiego rynku zatrudnienia. Kto doprowadził do takiego stanu rzeczy? Może was zdziwię odpowiedzią, ale to my wszyscy jesteśmy winni!

Maturzyści

Proszę Państwa ile osób corocznie może wchłonąć rynek pracy po studiach humanistycznych? Niech wypowiedzą się absolwenci historii, socjologii, filozofii, politologii czy stosunków międzynarodowych. Czego się Państwo nauczyli przez te 5 lat studiów i w jakim stopniu to przydaje się na rynku pracy. Jak to jest możliwe, że co roku na psychologię jest po 18 osób na miejsce, a na określone kierunki na politechnice trzeba studentom dopłacać, żeby tam poszli.

Może maturzystom trzeba wyjaśnić wcześniej, że nie każdy kto skończy politologię zostanie politykiem i będzie zarabiał 20 tysięcy miesięcznie. Ludzi gubią ich własne marzenia. Miałem na roku człowieka, który upierał się, że jak skończy historię w Białymstoku to zostanie ambasadorem. Nie będę nawet dodawał, że nie znał żadnego języka obcego, ba z polskim nie szło mu najlepiej!

Rektorzy

Dwa lata temu otworzono w Białymstoku Instytut Stosunków Międzynarodowych. Z ciekawości spojrzałem jakie przygotowano tam specjalizacje (czyli de facto zajęcia, które mają przygotować do przyszłej pracy zawodowej).

  • Bezpieczeństwo państwa i zarządzanie w sytuacjach kryzysowych
  • Stosunki międzynarodowe w mediach

No nie za wiele (na magisterce są jeszcze  Bezpieczeństwo międzynarodowe,  Zjednoczona Europa, Na styku cywilizacji – kraje Europy Środkowo-Wschodniej). Ale nie waż na ilość, ważna jest jakość (kadra w sporej części jednak składa się z historyków, którzy SM traktują jako dodatkowy zarobek).

Czy ktoś kto to projektował zastanowił, się gdzie może absolwent SM ze specjalnością bezpieczeństwo państwa i zarządzanie w sytuacjach kryzysowych pracować w Białymstoku? Stosunki międzynarodowe w mediach rozumiem, że mają kształcić przyszłych medioznawców. W przypadku, gdy na lokalnym rynku są trzy regionalne gazety, trzy radia i jeden oddział TVP (który ledwo zipie) + malutki przyczółek TVN-u, komu jest potrzebny medioznawcza?

Z moich źródeł dowiedziałem się, że w najbliższym czasie planowane jest otworzenie kolejnego kierunku na uniwersytecie…. Filozofii!

Ja rozumiem rektorów wyższych uczelni w całej Polsce. Jest popyt na kierunki humanistyczne to je otwieramy. Dostaniemy dofinansowanie, zatrudnimy kilku nowych wykładowców, spełnimy swoje ambicje, ale nikt nie myśli co zrobią ze sobą przyszli absolwenci filozofii. W całym Białymstoku jest jedna lub dwie szkoły średnie, które mają w planie nauczania filozofię. W Suwałkach (2. miasto pod względem wielkości w województwie) nie ma żadnej. Specjalizacja nauczycielska raczej więc odpada, skoro w całym województwie potrzebny jest jeden nauczyciel.

Rząd

Jak już napisałem, nie winie rektorów, że otwierają nowe kierunki na swoich uczelniach. Za to m.in. im płacą. Dziwie się za to rządowi i ministrom, że na takie rzeczy pozwalają. Przecież ludzie, którzy są u władzy, powinni zdawać sobie sprawę, że robią tylko krzywdę przyszłym absolwentom.

W dzisiejszych czasach tytuł magistra nie znaczy nic. W całym kraju powstały setki szkół lansu i bansu, które na lewo i prawo rozdają dyplomy. Masz pieniądze i płacisz regularnie, to dostaniesz mgr. Ostatnio kolega opowiadał mi, że przysłali do niego list z jednej z prywatnych uczelni (którą rzucił, przestał płacić). Napisali, że jeśli opłaci cały poprzedni rok to go przepuszczą na następny!

Czy na państwowych uczelniach jest lepiej? Jak może być lepiej, gdy licencjat można zrobić w Olecku czy Ostrołęce (broń Boże nie mam nic do tych miast, uważam jednak że są za małymi ośrodkami na uczelnie). Mój znajomy złożył papiery kilka lat temu do PWSZ w Suwałkach na budowlankę. Było tak mało chętnych, że został przyjęty chociaż nie zdawał nawet matematyki na maturze!

Kiedyś bycie studentem oznaczało prestiż i wyjątkowość. Dzisiaj oznacza tyle, że zapłacisz 50% mniej za bilet na pociąg.

Karol Wasilewski (Misiek)

17 komentarzy do “Pokolenie 1800 zł brutto”

  1. SzymonS napisał(a):

    Git, to tyle o kierunkach humanistycznych, ale co z polibudami? Czy po większości kierunków znajdzie się zatrudnienie?

  2. SzymonS napisał(a):

    Przestawcie godzinę na serwerze 😛

  3. Misiek napisał(a):

    Żadne studia nie zapewnią w 100%, że dostaniesz dobrą i dobrze płatną pracę. Jednak studia techniczne znacznie podwyższają tą możliwość. Ja nie jestem przeciwnikiem studiów humanistycznych, ale absolwentów tych wszystkich kierunków, które wymieniłem jest zbyt dużo na rynku pracy. Ci ludzie wchodząc na rynek pracy nie mają żadnych kwalifikacji, żadnych szans pracy w swoim zawodzie, a bardzo często nie mają żadnego doświadczenia zawodowego (bo ciężko jest nazwać doświadczeniem roznoszenie ulotek, czy robienie kanapek w fast foodach).

  4. Misiek napisał(a):

    Godzina naszym serwerze jest od nas niezależna. Operator platformy blogowej powinien się tym zająć. My tu tylko piszemy 🙂

  5. ja napisał(a):

    Prawda jest taka, że studia nic nie gwarantują. Jesteś głupi – skończysz nawet najbardziej prestiżowe studia i nie znajdziesz pracy, bo w procesie rekrutacji odpadniesz w przedbiegach. Prawda jest taka, że jak masz pasję w tym kierunku, którą możesz rozszerzyć za pomocą studiów, to dopniesz swego prędzej czy później. Najgorsze jest to, że biednym dzieciakom wpaja się „idź na studia – praca czeka”, zamiast „znajdź to, co kochasz i w tym się realizuj”.

  6. ja napisał(a):

    Aha, i nie rozumiem jednej rzeczy – dlaczego u nas szkoły zawodowe są traktowane, jak coś najgorszego. Dlaczego nie namawia się ludzi do kończenia zawodówek i tym samym dawania nam specjalistów w konkretnych kierunkach. Studia powinny zostać dla osób, które chcą uczyć/wykładać lub realizować się naukowo, a nie dawać specjalistów technicznych.

  7. podlasie21wieku napisał(a):

    „przepuszczą” powiadasz?

  8. ... napisał(a):

    zwracam uwagę, że SM to oficjalny skrót nazwy ciężkiej choroby – Stwardnienia rozsianego… Warto sobie nie skracać jak się nie wie jak..

  9. Anonim napisał(a):

    A także skrót Straży Miejskiej i pewnie stu innych organizacji. Jak nie masz do powiedzenia nic na temat to po co się wychylasz. Chcesz zabłysnąć ale nie wychodzi?

  10. edek napisał(a):

    1800 brutto ? oj za dużo, większosc marzy o etacie za najniższe…i nie jest to puste gadanie. Sprawdzcie np ostatnie konkursy w urzędach, dane sa dostepne na BIPie, po 100 i wiecej osob na 1 miejsce… i są tam ludzie po ekonomi czy prawie, a nawet ludzie z kilkoma kierunkami, a prace dostanie ten po WSAPie czy socjologii, albo pedagogicie co nie ma pojęcie o administracji czy ustawach, ale za to ma kuzyna co dużo może. Śmieszy mnie nowy kierunek na WSAPie, Psychologia ” bo ludzie chcą rozmawiac” kurw* co to jest ? jak tak mozna oszukiwac ludzi ? Kiedyś pewna mądra osob mi powiedziała, dobry fachowiec (np.stolarz) zarobi duzo wiecej niż BYLE JAKI MGR. I jak to dzis wygląda ? Magister prosi o prace za 1400 brutto, a czlowiek z fachem w reku ma 3 na reke i smieje sie magistrowi w zęby. Studia to piekna sprawa na przedłużenie młodosci i poprawienie statystyk bezrobacia na kilka lat…

  11. ona napisał(a):

    Zgadzam się, że po studiach humanistycznych jest trudniej o pracę ale nie przeginajcie w drugą stronę. Jak pokazuje doświadczenie wielu osób, które skończyły studia na politechnice też jest ciężko z pracą. Osobiście znam kilka osób po budownictwie i nie tylko, które po długich bezskutecznych poszukiwaniach przekwalifikowują się. Poza tym, na studia przede wszystkim idzie się, żeby się rozwinąć intelektualnie, jak chce się tylko zdobyć zawód to polecam zawodówkę ( nie mam nic przeciw nim). Jak ktoś myśli, że odbębni 5 lat i będzie miał pracę to potem są takie rozczarowania właśnie.

  12. TOMI napisał(a):

    I znowu skomlanie jak źle oj oj oj!!!! Nie pasuje to część europy stoi otworem, i jak dla mnie to jest porażką że ludzie myślą że jak są po studiach z kilkoma fakultetami to zaraz po 10 tyś będą mieć. Każdy sam pracuje na siebie. Prawda jest taka że jak się chce to wszystko można. Rozbawił mnie ostatnio koleś który chce się dostać do policji i jak mu powiedzieli że z buta bedzie chodził to on to ze jest po studiach a tacy ludzie nie chodzą po ulicy.hehe.pozdrawiam

  13. Reg napisał(a):

    Ludzie! Wybierajcie dalej kierunki humanistyczne to nam z politechniki będzie lżej! Aktualnie jestem na pierwszym roku na studiach zaocznych na wydziale mechanicznym i wiem, ze nawet z inżynierem będę miał gdzie pracować. Jestem po ogólniaku( czyli szkole nieprzydatnej w przyszłym zawodzie) a mimo to gdy pracodawca słyszy, ze studiuję kierunek związany z pracą o którą się ubiegam jest w stanie przyjąć mnie od razu. Jestem w szoku, ze w tak młodym wieku to ja wybieram pracodawców( co prawda za najniższą krajową, ale wybieram gdzie będę pracował) i nie muszę błagać na kolanach o zatrudnienie.

  14. Hartmann napisał(a):

    Nie wydaje mi się, żeby o przyczynach takiego bezrobocia można było rozmawiać w kategoriach winy. Na pewno główną odpowiedzialność – gdyby próbować ją jednak komuś przypisać – ponoszą autorzy obecnego modelu edukacji i studiów. Edukacja – opiera się na promowaniu modelu „idź do liceum, potem na studia, fajnie jest mieć mgr.”. O zapełnieniu klas poszczególnych profili uczniami decyduje przede wszystkim rynek = oczekiwania gimnazjalistów. Stąd wszystkie klasy „prawnicze”, „menedżerskie”, „europejskie”, „medyczne” itp. Matura – nieważne, co uczniowie chcą wiedzieć, w czym mieć jakie takie pojęcie, liczy się przedmiot przydatny w rekrutacji. Kiedyś po czterech latach liceum były egzaminy wstępne, dziś jest rok mniej i maturalne „wszystko albo nic”. Efekt to np. porzucanie nauki czegokolwiek poza przedmiotami maturalnymi na co najmniej pół roku przed majem. Czyli przyszły student politechniki zagląda do historii mniej więcej do etapu odzyskania niepodległości czy do międzywojnia, a ostatniego półwiecza nie kojarzy kompletnie. A przyszły student socjologii chemię i biologię omija szerokim łukiem najpóźniej po pięciu semestrach. Na studiach nie jest wcale lepiej. O otwarciu kierunku decyduje wyobrażenie uczelni na temat popytu na dany papier. Nawet nie rzetelna ocena, bo uchwały rekrutacyjne podejmuje się półtora roku wcześniej – żeby przyszli maturzyści wiedzieli zawczasu, jakie przedmioty będą wymagane w naborze. Zresztą najbardziej absurdalne nie jest masowe produkowanie absolwentów marketingu, socjologii czy – mój faworyt – pedagogiki, ale to, że bardzo wiele kierunków politechnicznych wcale nie gwarantuje zatrudnienia (weźmy architekturę czy zarządzanie), podobnie te medyczne (zdrowie publiczne). A na rynku pracy – trzy opcje. Albo jest się dużym szczęściarzem i akurat trafi na etat w swojej branży, albo się w miarę szybko przebranżowi, albo też stworzy się coś własnego. Wychodzi na to, że najbardziej perspektywiczny jest trzeci wariant, otwarcie własnej działalności itp. Oczywiście do tego system też nie przygotowuje, bo w Polsce nie kształci się „przedsiębiorcy” czy „osoby samej się zatrudniającej” tylko „pracownika najemnego”.

  15. Misiek napisał(a):

    Hartmann: Masz całkowitą rację. Rynek edukacji jest fatalnie przygotowany. Przez lata była promocja studiowania i negatywny oddźwięk w stosunku do zawodówek, techników. ALE to ludzie wybierali na który kierunek studiów pójdą. Powtórzę jeszcze raz. Jeśli co roku regularnie na psychologię jest po 18 osób na miejsce, to otwiera się kolejne podobne kierunki, bo „się zwrócą”. Dlatego na WSAPie otworzyli psychologię. Ten kierunek na siebie zarobi. A to że później żaden z absolwentów nie będzie pracował w zawodzie. Co to obchodzi właściciela prywatnej uczelni? Najgorsze jest to, że państwowe uczelnie idą tym samym torem.

  16. heniek napisał(a):

    Szanowni studenci! jestem dużo po 50-ce i z waszych wypowiedzi wynika to by jak najszybciej usunąć debilizm od rządzenia w tym kraju.Do waszych wypowiedzi chciał bym dodatkowo zadać pytanie: kim są ci ludzie którzy ustanawiają trzon edukacji i ekonomii w Polsce? Kto ich szkolił i jak ich wyszkolił? Czy potrafią oni chociażby słownie przekazać dla społeczności sensowne plany do realizacji ekonomicznej? Czy kiedykolwiek oni coś sensownego zrealizowali? Odpowiedz do was należy i nie oczekujcie by wam cokolwiek i kiedykolwiek się polepszyło!

  17. Mariusz napisał(a):

    Zgadzam się z powyższym ja to nazwę mini artykułem. Dzisiaj tytuł magistra, czy bycie studentem, nic nie znaczy. Nie ma już tego prestiżu. Bo status studenta, lub tytuł magistra może uzyskać osoba mądra, pracowita i inteligentna znająca się na rzeczy, będąca nawet historykiem. Są też takie osoby, które nie mają zielonego pojęcia nawet do historii, socjologii, czy kierunków technicznych a i tak te kierunki kończą. I w tedy ich szanse równają się z tymi co na tytuły i dyplomy na prawdę zasługują.