platforma blogowa portalu Gazeta Współczesna

Te zbrodnie wstrząsnęły Podlasiem. Oprawcy byli okrutni cz. 2

Te zbrodnie łączy zawsze to samo. Ten, kto to zrobił z pewnością nie był człowiekiem. Tylko bestia jest zdolna do takich czynów. Agnieszka została zgwałcona i zamordowana. Jej oprawcy są ciągle na wolności. Sprawa trafiła do Archiwum X. Mateusz zeznawał przeciwko dilerom narkotykowym w sądzie. Stracił życie gdy miał 17 lat. Były ministrant chciał pieniędzy. Torturował księdza, żeby je zdobyć. Grażyna chciała się rozwieść z mężem ćpunem, otrzymała 35 ciosów nożem. A Marta… nie wiadomo czy została zamordowana czy zginęła przez przypadek?

Zginął bo zeznawał

Mateusz miał 17 lat kiedy stracił życie. Sprawa suwalczanina miała miejsce jesienią 2005 roku. Jego zwłoki znaleziono dopiero na początku kwietnia 2006 roku. Były w stanie rozkładu. Tożsamość nastolatka potwierdziły dopiero badania DNA. O morderstwo zostali oskarżeni dwaj mężczyźni. Oni razem z jeszcze innymi, nieustalonymi sprawcami porwali Mateusza. Wywabili go z domu, a następnie wywieźli za miasto.

Chłopak otrzymywał ciosy kijem bejsbolowym oraz młotkiem. Oprawcy zostawili swoją ofiarę, półnagą na mrozie. 17-latek zmarł w wyniku poniesionych obrażeń. Motywem tej zbrodni była zemsta. Chłopak ośmielił się zeznawać przeciwko jednemu z oprawców i jego bratu w procesie o handel narkotykami.

Po tym procesie Mateusz usłyszał wiele razy groźby z ich strony. Nie wychodził z domu, nie chodził do szkoły. Policja była powiadamiana wielokrotnie o tym przez matkę. Jednak zlekceważyła sprawę. Ostatecznie policjant otrzymał za to naganę.

W tej sprawie skazany został tylko jeden z oprawców. Przemysław usłyszał wyrok 25 lat więzienia. Po 3 latach ze względów formalnych proces musiał się odbyć jeszcze raz. Wyrok się nie zmienił.

Ufała jak dziecko

O sprawie Agnieszki powstał program 997 (fot. Archiwum)

To była śmierć w tajemniczych okolicznościach. – Agnieszka nie żyje, leży cała we krwi – krzyczała do sąsiadki babcia zamordowanej. – Ktokolwiek ją zabił, zrobił to po cichu. Ja nic nie słyszałam. – odpowiedziała sąsiadka. Do zdarzenia doszło na początku 2009 roku przy ul. Kołłątaja w Sokółce. Tam mieszkała ofiara.

Już od dzieciństwa Agnieszka nie miała lekko. Dziewczyna razem z siostrą były wychowywana tylko przez babcię. Uczyła się w szkole socjalnej. Choć miała 27 lat, to uczęszczała do Ośrodka Terapii Zajęciowej. Tam uczyła się prostych prac domowych. Była jak dziecko i ufała jak dziecko.

Dzień przed morderstwem ofiara zaprosiła do swego domu kilku młodych mężczyzn. Na herbatę. Następnego dnia, czyli 21 stycznia 2009 miała imieniny. Dziewczyna została sama w domu. Odwiedzili ją nowi koledzy. Co wydarzyło się później do końca nie wiadomo. Kiedy wróciła babcia, w pokoju zastała zwłoki swojej wnuczki.

Śledczy ustalili, że Agnieszkę zgwałcili trzej mężczyźni. Dziewczyna broniła się. Została uderzona wazonem. Jeden ze sprawców kiedy skończył gwałcić 27-latkę wyciągnął nóż. Zadał kilkanaście razy ciosy w klatkę piersiową, szyję, podbrzusze. Sprawcy zanim uciekli, okradli jeszcze ofiarę. Zabrali ze sobą laptopa, biżuterię i inne rzeczy.

Kryminalni mieli ułatwione zadanie, lecz tylko z pozoru. Oprawcy zostali mnóstwo śladów w mieszkaniu. Jednego z potencjalnych sprawców kryminalni zatrzymali już w lutym. Ostatecznie zatrzymano pięciu podejrzanych. Byli to młodzi ludzie. Mieli od 19 do 26 lat. Tylko jeden z nich trafił do aresztu.

Ostatecznie jednak sprawa trafiła do tak zwanego Archiwum X. Do dziś jej nie wyjaśniono, a zwyrodnialcy są na wolności.

Zabił były ministrant

Miejsce zbrodni otoczone policyjną taśmą (fot. Archiwum)

Do kolejnej zbrodni doszło 2 miesiące po zabójstwie w Sokółce. Tym razem w Miłkowicach. 23-letni, były ministrant przyznał się do tego czynu. Śledczy ustalili, że do zbrodni doszło na tle rabunkowym. 54-letni duchowny znał swojego oprawcę. Był nim Artur, były ministrant. 23-latek. Wszystko rozegrało się na plebanii. Ksiądz został raniony zaostrzonym śrubokrętem. Później otrzymywał ciosy nożem, od których zmarł. Artur za wszelką cenę chciał wiedzieć, gdzie są pieniądze.

Artur zabrał ze sobą ponad 8 tys. zł. Po wszystkim, jak gdyby nic się nie stało, pojechał do sklepu po alkohol i jedzenie. Następnie zaczęła się impreza. Ze znajomymi.

Mężczyzna usłyszał wyrok 25 lat więzienia.

Wypadek czy morderstwo? Życie straciła Aplikantka

Marta była aplikantką w jednej z kancelarii prawnych w Białymstoku. Tam poznała Macieja. 2 stycznia 2010 roku w mieszkaniu przy ul. Starobojarskiej para spędzała ze sobą czas. W pewnym momencie dyspozytorka odebrała telefon. To dzwonił Maciej. Powiedział, że ma w domu martwą kobietę.

Co tak naprawdę się stało wie tylko sam oskarżony. Przyjął linię obrony, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Para miała uprawiać seks, a ten Martę miał podduszać i doszło do tragedii, gdyż ścisnął kobietę za mocno.

Prokuratura natomiast próbuje dowieść, że było to morderstwo z premedytacją. Choć kobieta rzeczywiście została uduszona, to  była cała w siniakach, mężczyzna kiedy został zatrzymany przez policję był cały podrapany. Całe mieszkanie było we krwi. Jest też wiele niewyjaśnionych wątków.

Proces byłego adwokata odbywa się w Lublinie. Wszystko za zamkniętymi drzwiami. Sam zainteresowany przebywa na wolności. Jak donosiła jedna z gazet, jest widywany w pubach, gdzie spokojnie czeka na wyrok.

Zabił z zazdrości

Policyjni technicy po zbrodni muszą zabezpieczyć wszelkie możliwe ślady (Archiwum)

22-letnia Grażyna została zabita. Jej 28-letnia koleżanka Iwona ciężko raniona. Ciosy nożem zadał Wojciech, mąż młodszej z kobiet. Po wszystkim uciekł i próbował popełnić samobójstwo. Zanim to zrobił został zatrzymany przez policję.

Sprawa miała miejsce we wrześniu 2010 roku. Para pobrała się 2 lata wcześniej, jednak Pan młody po trzech miesiącach trafił do więzienia. Podczas odsiadki wyszedł na przepustkę. P. namówił swojego brata, żeby pod pretekstem odbioru od szwagierki swojego komputera, sprawdził, czy Grażyna jest sama w mieszkaniu. Chciał z nią porozmawiać na osobności. Czuł się oszukany, że kobieta nie czekała na niego, że gdy on siedział za kartami, ona postanowiła ułożyć sobie życie z innym.

Kiedy tylko przekroczyła próg mieszkania, do jej drzwi zapukał Piotr, brat oskarżonego. Wojtek stał w tym czasie przy sąsiednim bloku i obserwował wszystko z ukrycia. Tego dnia był już po jednym piwie i działce heroiny. Niecierpliwił się. W końcu Piotr wyszedł razem z komputerem. – Grażyna jest sama – przekazał bratu.

Wojtek tylko na to czekał. Drzwi do mieszkania otworzył swoim kluczem i zamknął je od środka. Wszedł do dużego pokoju. Tam znalazł Grażynę. Ale jego żona nie była sama. Razem z nią siedziała koleżanka Iwona. Kobiety od 2 tygodni były współlokatorkami. Wojtek nie miał o tym pojęcia. Był zaskoczony. Domowniczki również nie spodziewały się gościa.

Mężczyzna obwieścił, że chce porozmawiać z żoną sam na sam. Poszli do kuchni. W pewnym momencie Wojtek chwycił za nóż i zaczął nim wymachiwać . Kiedy kobiety chciały go uspokoić, rzucił się na nie. Zadawał ciosy na oślep, raz jednej, raz drugiej: w głowę, klatkę piersiową, brzuch… Żona oskarżonego otrzymała 35 ciosów nożem. Sam oprawca był pod wpływem heroiny.

Kiedy mundurowi wkroczyli do mieszkania zastali zwłoki Grażyny. Jej koleżanka Iwona była ciężko ranna. To ona cudem uciekła na klatkę schodową i wezwała pomoc. – Ona nie pukała, tylko waliła w drzwi – mówiła naszej dziennikarce sąsiadka z naprzeciwka. – Zostały na nich ślady krwi. Iwona przeżyła, ale w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Niestety straciła nienarodzone dziecko.

Wojciech po zatrzymaniu przez policję do wszystkiego się przyznał. – Grażyna groziła mi nożem, żebym wyszedł. Ja się tylko broniłem – zeznawał w prokuraturze. – Chciałem jej wytrącić nóż z ręki, ale wtedy przyszła Iwona i zaczęliśmy się szarpać. Dostałem cios w udo.

Oskarżony usłyszał wyrok dożywocia.

C.D.N…

Kamil Gopaniuk (Tosiek)

Komentowanie wpisu jest wyłączone.